Categories
Artykuły Uncategorized

Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

“Walka” to niewłaściwe słowo. Z depresją się nie walczy, depresję się leczy. Powinien to być dzień ŚWIADOMOŚCI DEPRESJI. Nagłaśniania faktów na jej temat, badań, studiów przypadków i przede wszystkim możliwości sięgania po pomoc.

Depresja to jest choroba związana z zaburzeniami nastroju, zaklasyfikowana w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD10. Może dotknąć każdego, bez względu na wiek, płeć, pochodzenie, wykształcenie etc. Szacuje się, że w Polsce ok. 8 mln ludzi cierpi na depresję lub stany depresyjne, z czego tylko 1,5 mln jest zdiagnozowanych i leczonych. 

Z raportu opublikowanego w 2015 roku przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) wynika, że na depresję choruje blisko 40 milionów mieszkańców Unii Europejskiej.

Depresja, na którą cierpi ponad 350 milionów osób, w 2020 roku stanie się drugim po chorobach układu krążenia największym problemem zdrowotnym na świecie. Mimo, że istnieją skuteczne metody leczenia depresji, to korzysta z nich mniej niż 50%.

Depresja jest niezwykle przykrym i długotrwałym stanem, który w zależności od nasilenia może całkowicie dezorganizować życie zawodowe, rodzinne i społeczne. (Źródło: gov.pl).

Zgodnie z Międzynarodową Klasyfikacją Chorób (ICD-10) w zależności od charakteru i nasilenia objawów wyróżnia się trzy rodzaje depresji: łagodną, umiarkowaną i ciężką.

Do podstawowych objawów depresji należą:

  • Doświadczenie długotrwałego (powyżej 2 tygodni) obniżenia nastroju z towarzyszącym przez większość dnia uczucia rozdrażnienia, pustki, zobojętnienia, wszechogarniającego smutku, przygnębienia.
  • Utrata zainteresowania działaniem (zobojętnienie emocjonalne).
  • Osłabienie energii (szybsze męczenie się i utrzymujące się uczucie zmęczenia).
  • Spowolnienie psychoruchowe.
  • Zaburzenia snu.
  • Obniżenie libido.
  • Myśli samobójcze.
  • Problemy z koncentracją uwagi.
  • Utrata wiary w siebie.
  • Nieadekwatne poczucie winy.
  • Wzmożony lub zmniejszony apetyt, który prowadzi do zauważalnych zmian w masie ciała.
  • Nadmierny lęk.
  • Przykre objawy somatyczne, np. kołatanie serca, duszności, drżenie ciała, zawroty głowy, które nie znajdują medycznego wyjaśnienia.

Na pytanie, co powoduje depresję wciąż brakuje jednoznacznej odpowiedzi. W ciągu ostatnich dziesięcioleci zbadano wiele hipotez dotyczących mechanizmów jej powstania, jednak żadna z nich nie wyjaśnia w pełni istoty tego zjawiska. Obecnie przyjmuje się biopsychospołeczny model depresji, który zakłada, że powstanie tej choroby jest wynikiem złożonego oddziaływania czynników genetycznych, psychologicznych i społecznych.

Najbardziej skuteczne metody leczenia polegają na równoległym stosowaniu farmakoterapii (leki przeciwdepresyjne) i psychoterapii. Niezwykle ważną rolę pełni też psychoedukacja, jak i osób z jego najbliższego otoczenia na temat samej istoty depresji, jej przebiegu, objawów i następstw.

Zastanawiałam się jak podejść do tematu depresji.

Nie udało mi się nagrać podcastu, zrobić dogłębnego riserczu. Tempo zmian naszego życia w dzisiejszym świecie (np. pandemia, kryzysy geopolityczne) jest tak duże, że trudno o rzetelne i bieżące badania jak to się odbija na naszym zdrowiu psychicznym. Wszystkie dane statystyczne są małoaktualne choć dają jakiś pogląd. Niby wiemy czym jest depresja, ale chyba nie zawsze i nie w pełni.

Chcę zwrócić uwagę na dwie rzeczy, po to by być czujnym:
1. Depresja bywa podstępna i zamaskowana. 

Istnieje nawet takie wyrażenie jak ‘zamaskowana depresja’, ‘depresja bez depresji’ – czyli taki nieoczywisty rodzaj depresji, w której na pierwszy plan wysuwają się objawy somatyczne, z ciała np. bóle głowy, napięcie mięśni, świąd skóry, skoki ciśnienia, jadłowstręt, utrata wagi Chorzy zanim zostaną skierowani do psychiatry zazwyczaj leczą się miesiącami, a nawet latami na schorzenia, których w rzeczywistości nie mają. W takiej sytuacji, udajmy się do specjalisty – psychiatry, psychoterapeuty, psychologa.

2. Depresja jest umniejszana – i tutaj znowu poczynię rozróżnienie:

  • przez osobę chorującą – umniejszana w znaczeniu zaprzeczana, bagatelizowana. Trzeba wiedzieć, że jest to właśnie podstępny mechanizm depresji, który ją „tuszuje”. Chory długo nie dostrzega, że jest chory (bo nie może z uwagi na to, że choruje) przez co się męczy, ponieważ nie sięga po pomoc. Bywa tak, że usprawiedliwiamy złe samopoczucie zewnętrznymi czynnikami, nie wiedząc, że przyczyna leży wewnątrz, w naszej psychice, Depresja rozwija się bardzo powoli, wkrada się w nasze życie i długo możemy nie zauważyć, że to nie jest chwilowy spadek nastroju, a przewlekła choroba, która może wystąpić raz na przestrzeni naszego życia, a może już towarzyszyć nam zawsze, nawracając.
  • przez jej otoczenie – weź się ogarnij, nie maż się, inni maja gorzej, nie no, jaka depresja, nie wymyślaj, świat już taki jest, life is brutal i wiele innych. Rodzice, partnerzy, przyjaciele – często nie widzą, nie chcą widzieć, że coś się z nami dzieje.

Dlatego tak ważne jest obserwowanie siebie i swoich bliskich osób w otoczeniu. Leczenie depresji powinno się rozpocząć jak najszybciej, pozwala to osiągnąć lepszy rezultat.

Złoty standard w leczeniu depresji farmakologia + psychoterapia. 

Jeśli temat jest Ci bliski posłuchaj podcastu O depresji i samobójstwie.

Categories
Artykuły

Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba

Przeczytałam książkę pt. „Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba”, Artur Nowak, Marek Sekielski. Ochłonęłam. I jeszcze raz przeczytałam, zaznaczając ołówkiem najważniejsze fragmenty, zwroty, słowa. Jest ich tyle, że nie sposób to wszystko przytoczyć. Tak prawdziwe, potoczne, aktualne. Bez frazesów, upiększaczy, ogólników. Wyjęte z życia.

Trzeba przeczytać tę książkę. Dla zrozumienia siebie i bliskich. Bo myślę, że wielu z nas dotyczy problem uzależnień, jeśli nie bezpośrednio to pośrednio. To książka dla alkoholików, osób współuzależnionych, dla DDA. To jest książka przede wszystkim po to by zadziałać, czyli pójść po pomoc.

Moje pierwsze wrażenie kiedy zobaczyłam tę książkę było nieco, jakby to określić, słabe. Czułam pod skórą, że treść będzie mocna, a tu taki zwyczajny tytuł „Ogarnij się’? Szambo? „Pijana” czcionka? Pomyślałam, kurczaki, powielają stereotypy w postrzeganiu alkoholików. No ale, dałam jej szansę. I dobrze zrobiłam. Podzielę się dlaczego.

Książka jest w formie rozmowy dwóch kumpli, Artura i Marka, osób uzależnionych od alkoholu. Alkoholików. Rozmawiają na temat swojego uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Dzielą się swoją historią, doświadczeniem. Do bólu, czytelnika również, mówią szczerze o obsesji picia, sposobach picia, unikania konsekwencji, tłumaczeniach, pozornej kontroli picia i jej braku. O wielu rzeczach, które wiążą się z nałogiem.

W skrócie książka ta jest o:

  • Życiu po pijaku i na trzeźwo.
  • Sposobach picia i ćpania. „To jest cholernie demokratyczna choroba, która dotyka ludzi obu płci i wszystkich grup społecznych”. “Alkoholizm jest chorobą, ja jestem na to chory, to się leczy i można z tym dobrze żyć i nie muszę już o sobie aż tak źle myśleć”.
  • Mechanizmach picia i trzeźwienia.
  • Degradacji fizycznej i psychicznej.
  • Apogeum picia i odwyku. Zespole odstawienia, nawrotach.
  • Czuciu emocji i zapijaniu żeby ich nie czuć. O tym jak nieczucie, nieprzeżywanie emocji to u niektórych przepis na nałóg.
  • Tym, jak działa złość i jak przykrywa wszystkie uczucia.
  • Nieśmiałości, wstydzie, wrażliwości, poczuciu winy, upokorzeniach, próbach zapomnienia, samotności, pustce.
  • Śladzie dzieciństwa i relacji z rodzicami, rodzeństwem, rówieśnikami w uzależnieniu.
  • Traumie molestowania.
  • Roli mityngów i psychoterapii w wychodzeniu z uzależnienia oraz ogromnym trudzie jakiego wymagają.
  • Marnych statystykach osób, którym się udaje zerwać z nałogiem.
  • Stratach i konsekwencjach uzależnienia.
  • Tym co alkohol robi z ludźmi, jak wpływa na wszystkie najbliższe relacje – z małżonkami, dziećmi, przyjaciółmi.
    „Alkohol wyprzedza wszystkich bliskich, samego siebie, staje się celem samym w sobie. Podporządkowujesz mu wszystko.”
  • Tym jak niszczy wszystkie sfery życia – osobiste, zawodowe.
  • „Śmierci społecznej” alkoholika.
  • Przyzwoleniu na picie w niektórych zawodach, branżach.
  • Tzw. wysokofunkjonujących alkoholikach – czyli względnie dobrym funkcjonowaniu na zewnątrz, ale wielkim cierpieniu w środku.
  • Wewnętrznym krytyku.
  • Niskiej samoocenie, braku poczucia sprawczości, bólu dupy i dupościsku.
  • Tzw. przeciwskutecznym działaniu kobiet współuzależnionych.
  • Pogodzeniu się z dotychczasowym życiem alkoholika.
  • Odzyskiwaniu spokoju i wewnętrznej radości.

Co mówi sam tytuł „Ogarnij się”? Myślę, że to jest często powtarzane hasło, jakie kieruje alkoholik sam do siebie, kiedy tak trudno jest mu przyznać przed sobą, że ma problem. A to nie wystarcza.

Jest wprost skierowane do osób uzależnionych, które rzeczywiście muszą się ogarnąć, żeby przestać pić, ale jednocześnie jest podbudowane wiarą, że mogą to zrobić, że to się da.

Jest też skierowane do osób współuzależnionych, bo to siebie muszą ogarnąć, nie alkoholika. Inaczej utoną w jego wódce.

Po lekturze, przyszła do mnie taka myśl, że termin DDA jest mocno nieaktualny. Zawęża temat wyłącznie do alkoholu, a przecież uzależniamy się od różnych substancji (substancji psychoaktywnych, leków), aktywności (granie w gry komputerowe, hazard, porno, zakupy, jedzenie, praca i inne), że powinniśmy myśleć już o DDU – Dorosłym Dziecku Uzależnionego czy Dorosłym Dziecku Uzależnienia. Uzależniony rodzic, odciska w dzieciach wiecznie trwały ślad w postaci syndromu DDA. Jak pieczątkę. Przypina mu szkarłatną literę ‘A’.

I tak się zastanawiam, czy gdybyśmy więcej wiedzieli na temat DDA, to czy liczba uzależnionych miałaby szansę być mniejsza?

Kiedyś powiedziałam, że psychoterapia to dla DDA odwyk bez nałogu. Znalazłam tutaj wiele na potwierdzenie tej tezy. DDA to taki niepijący alkoholik, który musi iść na odwyk, terapię 12 kroków, dla siebie, ale przez swojego rodzica. DDA, dostaje w spadku współuzależnienie, czasem uzależnienie i w tym miksie, pod tym ciężarem, ma podobne sposoby myślenia, reagowania i odczuwania. Ma wspólnego, niewidzialnego wroga.

To co miało zostać przemilczane w tej książce, zostało przemilczane, ale za to co zostało powiedziane bardzo dziękuję autorom. To świadectwo, że można przestać pić i żyć dobrze. Jest ono bardzo potrzebne i myślę, że ta książka jest biletem wstępu na niejedną terapię, dla niejednej osoby uzależnionej.

Wielki szacun za tą książkę.

Źródło miniatury – Dom Wydawniczy Rebis.

Categories
Artykuły

Czego jest dużo i czego jest mało w psychoterapii?

Będąc w psychoterapii dużo rozmyślam zarówno o jej formie jak i treści. Co do formy, analizuję jaka jest psychoterapia, po co ona jest, co mi daje, co ja z niej biorę, czego nie potrafię wziąć, z uwagi na ograniczenia i mechanizmy obronne. Gdzie jestem w niej dzisiaj, gdzie będę na jej zakończeniu. Kto to w ogóle wymyślił….? Drugi obszar rozmyślań to już treść samego procesu terapeutycznego, czyli tego co się wydarza na linii ja-terapeuta oraz na linii ja – ja. Próbując to wszystko zrozumieć, chciałabym podzielić się pewną moją obserwacją czego jest „dużo” w psychoterapii i czego jest „mało”.

Czego jest DUŻO w psychoterapii?

  • Unikania
  • Autoprezentacji
  • Ściemy
  • Gry aktorskiej
  • Autentyczności
  • Walenia głową w mur
  • Mechanizmów obronnych
  • I jeszcze mechanizmów obronnych do mechanizmów obronnych
  • Mówienia
  • Milczenia
  • Bólu
  • Łez
  • W**rwa
  • Umniejszania sobie
  • Umniejszania terapeucie
  • Umniejszania innym ludziom i całemu stworzeniu
  • Pracy wewnętrznej, przewalania
  • Spotkań ze swoim lękiem
  • Przeżywania uczuć, zwykle tych niechcianych
  • Rozkminiania, dzielenia wszystkiego na cząstki pierwsze
  • Analizowania
  • Pytań bez odpowiedzi
  • Metafor i symboli
  • Czucia
  • Odczuwania w ciele
  • Duchowości
  • Hipotez
  • Dzieciństwa w dorosłości
  • Dorosłości w dzieciństwie
  • Żalu
  • Wspomnień
  • Poczucia straty
  • Poczucia krzywdy
  • Nadziei
  • Rozumienia
  • Akceptacji
  • Miłości
  • Zagadek i tajemnic rodzinnych
  • Obalania mitów
  • Wglądów – czyli „a-cha”!
  • Przekraczania granic
  • Wiedzy i nauki
  • Teorii i praktyki
  • Abstrakcji na drodze do realności
  • Kontroli

Czego jest MAŁO w psychoterapii?

  • Czasu – dotyczy to samej sesji 50 min i czasu pomiędzy sesjami. Taka dynamika terapii musi być, lepszej nie wymyślono.
  • Przestrzeni na przeżycie tego co się usłyszało, poczuło na sesji z terapeutą. Trzeba się pozbierać i wrócić do pracy, do codziennych rzeczy. No i znowu upchnąć gdzieś to co się czuje.
  • Mówienia wprost przez terapeutę (zależy od nurtu), ale terapeuta zwykle krąży jak satelita żeby nie przyspieszyć, nie przekroczyć, nie zamknąć choć czasem jest to potrzebne.
  • Empatii ze strony bliskich i najbliższych.
  • Zrozumienia.
  • Wyrozumiałości.
  • Cierpliwości.
  • Pozytywnego patrzenia w przyszłość – wszystko wydaje się być złe, trudne, beznadziejne, nieosiągalne.
  • Wiary w siebie i swoje możliwości.

Wnioski – psychoterapia jest sprzeczna, dwuwymiarowa, ambiwalentna, skrajna czasem na drodze do środka. To co jest pewne w psychoterapii to to, że nic nie jest pewne. Wszystko co stanowi psychoterapia to jest to co czujemy. Nasze uczucia i emocje. Ich nazywanie i przeżywanie. Myślę, że dobrze jest wiedzieć, że taki odbiór psychoterapii występuje w przyrodzie. Tak jest chyba łatwiej.

Categories
Artykuły

Nikt na własne życzenie się nie uzależnia

Znajdujemy w używkach sposób na radzenie sobie z bólem, cierpieniem, emocjami, stresem codziennego funkcjonowania, frustracjami. Chorujemy jednostkowo, zdrowiejemy społecznie.

Jestem po weekendowych, bardzo wyczekiwanych przeze mnie zajęciach w temacie uzależnień, współuzależnienia i DDA w Studium Psychoterapii SPCh. Jakie są moje wnioski?

  • Wychodzenie z nałogu wymaga niebagatelnej siły, odwagi, prawdy, niezliczonej ilości czasu, sprzyjających okoliczności, odpowiednich osób w otoczeniu, abstynencji, grup wsparcia, psychoterapii i czasem cudu.
  • Uzależniamy się sami, w pojedynkę, jednostkowo, w domowym zaciszu, w samotności, ale żeby z tego wyjść, potrzebujemy ludzi, systemu wsparcia, specjalistów, drugiego człowieka, wyjścia z ukrycia i powiedzenia na głos „Jestem uzależniony”. Chorujemy jednostkowo, zdrowiejemy społecznie.
  • Alkoholizm to choroba zaprzeczania, unikania, kombinowania, oszukiwania, uciekania, tchórzostwa, braku wsparcia, dumy, tajemnicy, wstydu, pogardy, samotności, pustki, niedotrzymanych obietnic, iluzji.
  • Jest bardzo egoistyczna, ponieważ alkoholik, poprzez alkohol, koncentruje się wyłącznie na sobie. Wirtuozeria okłamywania siebie i najbliższych. Oddanie kontroli nad sobą i swoim życiem alkoholowi. Znieczulenie życia.
  • To choroba emocji. Alternatywa na radzenie sobie z nimi. Regulator uczuć i nastroju. Uzależnienie osiąga władzę nad nami w całości – nad sferą fizyczną, psychiczną, społeczną i duchową.
  • Alkoholizm to choroba, która zatacza szerokie kręgi, wykraczające poza samą osobę pijącą. Ruchome piaski, które wciągają wszystkich domowników. Alkoholizm powoduje, że pije cała rodzina. Alkoholik pije na konto rodziny.
  • Generuje 3 oddzielne byty – osobę uzależnioną (siebie), osobę współuzależnioną (partner) i Dorosłe Dziecko Alkoholika (dziecko, dzieci). Każde z nich wymaga psychoterapii.
  • Partner osoby uzależnionej, często nie wie, że jest osobą współuzależnioną. Trudno jest uchwycić moment, w którym alkohol pity przez partnera przesłania mu oczy, zasłania mu siebie i jego dzieci przed nim samym. Zostaje w nim utopiony. Ilość stresu jakiego doświadcza jest ponad jego, bo ponad ludzką miarę. Stres nabiera charakteru chronicznego.
  • Osoba współuzależniona zmaga się z nadmierną kontrolą wszystkich i wszystkiego, nadmierną odpowiedzialnością, brakiem zaufania, utratą poczucia siebie (własnego JA), nadmierną powagą życiową, licznymi dolegliwościami fizycznymi, zamknięciem się na duchowość, izolacją.
  • W tym układzie pijący – współuzależniony są jeszcze dzieci. One dryfują wokół rodziny. Zostają niejako wyrzucone poza system, są poza uwagą emocjonalną rodziny. Nie dostają tego co powinny otrzymywać od rodziców jako dzieci, ale muszą spełniać jego potrzeby jak dorośli. Płacą zatem podwójnie.
  • Będąc dziećmi, mając nawet kilka lat, w rodzinie alkoholowej przestają nimi być. Dostają przyspieszony bilet do świata dorosłych. Zapełniają ‘dziury’, deficyty powstałe w wyniku nieobecnego fizycznie i emocjonalnie uzależnionego rodzica 1 (najczęściej ojciec) i nieobecnego emocjonalnie, współuzależnionego rodzica 2 (najczęściej matka).
  • Wchodzą w specyficzne role, które są przystosowawcze w dzieciństwie, ale stają się dysfunkcyjne w życiu dorosłym. Te role to: bohater, kozioł ofiarny, maskotka i niewidzialne dziecko, o czym pisałam tutaj
  • DDA mają ciężko. Tracą oboje rodziców. Nie mogą być dziećmi. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że same popadną w nałóg. Otrzymują też mechanizmy psychologiczne osoby współuzależnionej. Są skazane na przewlekłą i nieuleczalną chorobę rodzica.
  • W psychoterapii DDA można odzyskać poczucie bezpieczeństwa, ponownie doświadczyć dzieciństwa, zrozumieć, wybaczyć, zatrzymać systemowy potop alkoholu i żyć dobrze, szczęśliwie. Najważniejsza jest identyfikacja syndromu i edukacja, najlepiej w psychoterapii.
  • Pozytywne jest to, że zwiększa się edukacja i rozumienie mechanizmów uzależnienia, a zmniejsza ostracyzm społeczny osób uzależnionych, co powoduje, że na leczenie osoby zgłaszają się już we wczesnych fazach uzależnienia, co lepiej rokuje w terapii.
  • Nikt na własne życzenie się nie uzależnia. Znajduje w używkach sposób na radzenie sobie z bólem, cierpieniem, emocjami, stresem codziennego funkcjonowania, frustracjami. Warto to wziąć pod uwagę.
  • Kluczowe dla tej osoby jest przyznanie się, że ma problem, edukacja, poznanie genezy swojego picia i nauczenie się całkowitego niepicia, samoregulacji i zmierzenie z życiem bez znieczulenia.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia jako osoba uzależniona, współuzależniona czy DDA – szukaj go!

Istnieją liczne ośrodki, stowarzyszenia, fundacje, telefony zaufania, które pomagają. Zacznij od wpisania hasła w wyszukiwarkę. Jeżeli potrzebujesz pomocy nagłej, szukaj Ośrodków Interwencji Kryzysowej, przyjmują zawsze i bez umawiania się.

Categories
Artykuły

Nie pozwolę Ci zniknąć

Po publikacji podcastu o żałobie, napisał do mnie właściciel Wydawnictwa Linia i serii książek Biała Plama, od którego otrzymałam dwie książki o tej tematyce: „Cierpisz? Masz do tego prawo” Megan Devine oraz „Nie pozwolę Ci zniknąć” Grzegorza Zalewskiego. Szczególnie zainteresował mnie tytuł i okładka tej drugiej. Coś mnie do niej instynktownie przyciągnęło. Kiedy zorientowałam się, że autor książki, to jest ta sama osoba co jej nadawca, wiedziałam już, że nie ma przypadków.

Książka zapisała się we mnie cała. Czytanie jej było trudne emocjonalnie i bardzo wartościowe merytorycznie. Każde zdanie w niej zawarte jest ważne.

Źródło: speculatio.pl

O czym jest książka “Nie pozwolę Ci zniknąć”? W mojej subiektywnej czyli ograniczonej opinii, (celowo to podkreślam ponieważ każdy czytelnik wyczyta z niej jeszcze coś innego):

  • Jest o żałobie po utracie osoby „zbyt bliskiej”.
  • Jest o żałobie ojca po śmierci syna.
  • Jest o relacji ojca i syna.
  • Jest obrazem miłości i szacunku ojca do syna.
  • Jest o samobójstwie.
  • Jest przewodnikiem dla osób po stracie, szczególnie dla mężczyzn. Autor pisze, że większość literatury skierowana jest do matek po stracie, traktując ojców, jako tych, którzy powinni wspierać swoje partnerki.
  • Jest o przeżywaniu żałoby mężczyzny i ojca, które różni się od przeżywania żałoby przez kobietę, matkę.
  • Jest o rozdzielności przeżywania żony i męża po stracie dziecka.
  • Jest zapisem przeżyć, myśli, pytań, życia i nie życia po.
  • Jest o niedających się nazwać i wyrazić emocjach.
  • Jest o sposobach radzenia sobie z bólem, cierpieniem, stratą, tęsknotą. W jaki sposób pozszywać swoje życie na nowo, o filozofii #kintsugi.
  • Jest świadectwem, że każdy przeżywa albo będzie przeżywał swoją żałobę na swój sposób, że będzie próbował żyć dalej w nowym życiu. „Śmierć bliskiej osoby zatrzymuje wszystko, zatrzymuje cały świat, ale ten świat nadal się kręci”.
  • Jest o indywidualizmie żałoby – „pomiędzy skrajnościami w jakich przeżywamy swoją żałobę, mieści się cały kosmos”. Wprowadza ciekawą propozycję terminologiczną – żałobnoróżnorodność dla podkreślenia, że każdy z nas przeżywa żałobę na swój sposób. “Nie ma jednego sposobu na przeżywanie żałoby. W zasadzie masz prawo do wszystkiego. Do każdej reakcji. Każdego zachowania. Każdy ból będzie odmienny i każdy może być bezgraniczny”.
  • Jest próbą zrozumienia mechanizmów żałoby, przypomnienia jak ewoluowała przez wieki, jak dzisiaj „w społeczeństwie, które nie toleruje bólu, cierpienia i smutku być ponad to i pokazywać swoją żałobę, mówić o niej”. Bo to pomaga.
  • Jest próbą pokazania otoczeniu osób w żałobie aby wyzbyli się oczekiwań, że żałobnik będzie zachowywał się w określony sposób. Apelem aby nie porównywać, nie próbować wrzucać straty w jakieś ramy, bo one po prostu nie istnieją.
  • Jest próbą nazwania nienazwanego – „bo czy istnieje słowo określające rodziców po stracie dziecka? Rodzic opuszczony, osierocony, owdowiały przez dziecko”. Grzegorz Zalewski poszukuje takiego słowa we wszystkich językach, znajdując mniej lub bardziej rozczarowujące propozycje.
  • Jest o ograniczeniach społecznych, kulturowych, zawodowych. Żałoba przenika też do naszej sfery zawodowej, w której nikt nie wie jak się zachować. “Nasz profesjonalizm i poczucie zawodowstwa sprawia, że omijamy rafy smutku”. Akcentuje konieczność przedefiniowania profesjonalizmu, utożsamianego ze sztywnością, panowaniem nad emocjami, byciem opanowanym. „Człowiek jest istotą społeczną ale nie wie jak zachować się społecznie w kontekście śmierci. Śmierci, która jest częścią naszego istnienia. Stanowi jedno z ostatnich tabu, których we współczesnym świecie zostało już niewiele. W połączeniu z aktem samobójstwa, owo tabu rozrasta się do monstrualnych rozmiarów”. „Doświadczenie śmierci jest powszechne i nieuchronne. Ludzie dookoła starają się omijać osoby w żałobie, by czymś nie urazić, bo nie wiedzą jak się zachować”.
  • Jest bardzo skromna, a jednocześnie krzyczy, wrzeszczy bólem i prawdą.
  • Jest autentyczna i osobista. Autor wpuszcza nas głęboko i daleko do swojego świata.
  • Jest surowa, bez “retuszu”.
  • Jest bardzo prawdziwa.
  • Wzruszająca, przejmująca, literacka.

Grzegorz Zalewski uchyla drzwi do świata osób w żałobie. Świata, do którego nikt nie chce dobrowolnie wejść. Robi to po to by inni mogli skorzystać z jego doświadczenia. Chce pokazać jak jest po drugiej stronie. Ten świat jest niesłychanie rozległy. „Wszechobecny kult młodości, afirmacji życia i zabawy sprawia, że na tę ogromną przestrzeń zamykamy oczy i uszy”.

Książka “Nie pozwolę Ci zniknąć” Grzegorza Zalewskiego jest niezwykle wartościowa. Dla osób, które doświadczyły żałoby, dla osób z otoczenia osób w żałobie, ale też dla psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów aby wyszli z norm, ram, schematów, procesów, teorii i jeszcze lepiej rozumieli doświadczenie żałoby, podchodzili do niej jeszcze bardziej indywidualnie. Zobaczyli żałobę z perspektywy Grzegorza Zalewskiego.

Po lekturze, napisałam do autora, że świat potrzebuje Jego pisania, kolejnych książek. Szczególnie potrzebuje tej. W odpowiedzi otrzymałam ważne przesłanie –

– “Tak się przypadkiem dzieje, w moim życiu, że wykorzystuję własne doświadczenia, do propagowania, przekazywania wiedzy na te tematy, które mnie interesują, czy dotyczą. Tak było w przypadku finansów, co było wyborem zawodowym, ale tak się stało z całą linią wydawniczą dotyczącą spektrum autyzmu i teraz również kwestii żałoby, czy samobójstwa. Uważam, że można ważne tematy, będące tabu ucywilizować, mówiąc o nich jak najwięcej. Bo dotyczą o wiele większej liczby osób, niż nam się wydaje” – Grzegorz Zalewski.

Historia zdjęcia z okładki: speculatio.pl/nie-pozwole-ci-zniknac/

Serdecznie zapraszam do lektury tej książki.

Categories
Artykuły

Co to jest trzeźwość emocjonalna?

Wspomniałam ostatnio o terminie #TrzeźwośćEmocjonalna, który spotkałam w książce “Znajdź spokój wewnętrzny. Pomoc dla DDD i DDA w odzyskaniu emocjonalnej trzeźwości”. T.Dayton. Pomyślałam o co w tym chodzi? Czy to jest rodzaj odczuwania kiedy się jest trzeźwym fizycznie i dotyczy szczególnie osób, które stosują substancje zmieniające świadomość?

A może to takie krytyczne, z ‘zimną krwią’ podejście do swoich emocji w stylu “weź to na trzeźwo”? Otóż nie. Postaram się to wyjaśnić.

Będąc na świeżo po lekturze “Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba”, Artur Nowak, Marek Sekielski, już wiedziałam dlaczego tak mną to poruszyło. Czytając kilka rzeczy na raz, okazuje się, że ma to sens, ponieważ tak się jakoś dzieje, że treści w książkach czytanych jednocześnie, układają się w logiczny ciąg. Dzięki temu, znajduję bardzo cenne wyjaśnienia tego czego nie rozumiem lub rozwinięcia czegoś, co nie jest do końca jasne w kolejnej lekturze.

Trzeźwość emocjonalna bardzo pasuje do tej książki. Autorzy pokazują różne momenty utraty i bezwzględnej walki o nią. Jest szczególnie trudna dla DDA, które nie ze swojej winy, w swoim domu rodzinnym, a potem w dorosłym życiu, mają ograniczony dostęp lub brak, do trzeźwości emocjonalnej, do trzeźwości w ogóle. Na szczęście nie bezpowrotnie. Do książki jeszcze wrócę.

Czym jest trzeźwość emocjonalna?

Twórcą terminu jest Bill Wilson, prekursor ruchu AA, który twierdził, że trzeźwość emocjonalna to dalekosiężny cel uzdrowienia osób uzależnionych. Trzeźwość fizyczna to tylko pierwszy krok.

Dodam, że według mnie trzeźwość emocjonalna może być także celem dla bliskich osób z otoczenia osób uzależnionych, osób współuzależnionych i DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików), które choć trzeźwe, to obarczone i poranione, głównie emocjonalnie, pijanym domem, partnerem.

Wg. Dayton – trzeźwość emocjonalna to inaczej równowaga emocjonalna, emocjonalny termostat, który pomaga regulować natężenie naszych reakcji emocjonalnych, stosownie do okoliczności życia. Zrozumiałe, a jednocześnie rodzi kolejne pytania – jak osiągać trzeźwość emocjonalną i czy jest to możliwe dla osoby dorosłej, która nie doświadczyła tego, a więc nie nauczyła się w dzieciństwie?

Dziecko jest w pełni zależne od rodzica, który do 12 roku życia pełni funkcję jego zewnętrznego regulatora emocjonalnego. Do tego wieku, wewnętrzne regulatory emocji dziecka nie rozwijają się jeszcze efektywnie. O swoich emocjach i możliwościach reakcji na dane zdarzenie, dziecko dowiaduje się niejako patrząc na reakcję emocjonalną rodzica. W ten sposób definiuje sobie świat uczuć. Jeżeli  źródłem lęku jest rodzic, dziecko traci możliwość równowagi emocjonalnej. Jego trzeźwość zostaje zaburzona. Brzmi brutalnie.

Przejawy braku trzeźwości emocjonalnej to m.in.:

  • Brak umiejętności albo ograniczona umiejętność –  regulowania silnych emocji, apetytu, zachowania, aktywności (nadmierna albo niedostateczna).
  • Brak zdolności panowania nad stosowaniem używek, zachowaniami służącymi pocieszaniu się, zachowania kompulsywne.
  • Niezdolność do życia w teraźniejszości, utrzymywania bliskich relacji, brak odporności życiowej, stosowanie strategii obronnych takich jak przeniesienie, projekcja czy dysocjacja (wyrzucanie niechcianych uczuć poza świadomość).

Niezłe kombo potrafimy sobie zaserwować, nie umiejąc wyregulować (korektywnie czyli w sposób, który nam służy) swoich emocji. Miotamy się, przesadzamy w 1 lub w 2 stronę, odbijając się od skrajności.

Jak dojść do trzeźwości emocjonalnej?

Każdy ma inaczej, ale pewne ogólne kroki ku temu można zawrzeć w:

  • Przepracować emocje z dzieciństwa – zobaczyć sytuacje z przeszłości oczami dorosłego. Emocje z dzieciństwa, jeżeli nie zostały uświadomione czyli zobaczone i przeżyte (to nie jest wcale proste i ot tak, dostępne, potrzeba na to czasem wielu lat), tkwią w nas w stanie zamrożenia. Rany z dzieciństwa trzeba wyleczyć.
  • Znaleźć dla siebie efektywne sposoby emocjonalnego kojenia się, opanowywania stresu i włączanie tego do codziennego życia.
  • Dbać o zdrowie fizyczne, ruch, wypoczynek i pożywienie (HALT). Mieć kontakt także ze swoim ciałem.
  • Zadbać o rozwój wewnętrzny – wyciszenie się, medytacja, dążenia duchowe.
  • Zadbać o rozwój zasobów zewnętrznych – zainteresowania, pasje, życie towarzyskie, społeczne.

To co jeszcze może pomóc:

  • Stały kontakt ze sobą. Nie zawsze się udaje, ale trzeba wracać do siebie.
  • Przekładanie emocji na słowa. Ugłaśnianie.
  • Nie uciekanie przed trudnymi emocjami – nie zawsze udaje się stawać twarzą w twarz z czymś co nie jest przyjemne, boli. Często jak uciekamy przed tym co czujemy (różnymi zagłuszaczami – praca, używki, seks etc.) to coś i tak na goni i może nas wyprzedzić, a wtedy sytuacja się komplikuje bo próba skontaktowania się ze sobą jest jeszcze trudniejsza.
  • Próba znalezienia szerszego kontekstu – dlaczego czuję to co czuję?
  • I chyba najważniejsze – warto zadać sobie pytanie – co czuję tak naprawdę? Podjąć próby rozpoznania jaka emocja jest dominująca, dociec co jest pod tą konkretną emocją? Jaka tam jest zagrzebana inna emocja? Często tak jest, że pod złością czujemy tak naprawdę lęk. Ta emocja na wierzchu jest informacją o tym, co jest pod nią i co jest istotą rzeczy. Wtedy jest łatwiej, lżej. Polecam to ćwiczenie. Dużo wnosi. Można się tego nauczyć lub rozpoznać, że się to potrafi w psychoterapii.
  • Próba akceptacji – bo jak mawiał C.Jung – nie możemy niczego zmienić, dopóki tego nie zaakceptujemy. Akceptację rozumiem tutaj jako nadanie sensu temu co czujemy.

W mojej interpretacji, trzeźwość emocjonalna to także świadomość tego, że nasz sposób odczuwania świata i wchodzenia w relacje z powodu ‘pijanego domu’, w dorosłym życiu jest nieprawdziwy, zmieniony alkoholem, którego pośrednio doświadczaliśmy i potrzeba czasu aby np. w drodze psychoterapii, dowiedzieć się kim jestem i co czuję. Trzeba poznać siebie niejako na nowo. Tylko tak jesteśmy w stanie niczym nie zaburzać naszych emocji, tylko je zrozumieć.

Kluczem jest w dorosłym życiu, świadomie odczuć swoje emocje. Emocje są naszym biologicznym składnikiem (doznajemy danej emocji w 1/10 sekundy!). Emocje w zasadzie determinują nasze zdrowie psychiczne czy inaczej, bardziej dosłownie nasze zdrowie wewnętrzne. Kiedyś tak nie było, były postrzegane jako swoisty dodatek do rozumnej natury człowieka. Zrobiono badania i udowodniono, że emocje wywierają większy wpływ na myślenie niż na odwrót. Ewolucyjnie emocje pojawiły się na długo przed myśleniem co miało funkcję adaptacyjną i pozwoliło przetrwać gatunkowi ludzkiemu. Są nośnikiem ważnych informacji. Przykład – jaskinia, kobiety kochające swoje dzieci, obawiające się o ich życie, zapewniły dzięki temu gatunkowi ludzkiemu przetrwanie.

Poziom wyżej są uczucia, czyli zdolność przeżycia emocji, ich doświadczenia, interpretacji, rozszyfrowania i wreszcie zrozumienia. Po uświadomieniu sobie emocji (co czuję – emocje), ich przemyśleniu, przetworzeniu, wyartykułowaniu słownemu (jak czuję i dlaczego – uczucia)  – rozumiemy i akceptujemy, czyli jesteśmy trzeźwi emocjonalnie.

Dalej za Dayton – psychoterapia to nie jest lecenie ludzi. To jest udzielanie pomocy w odbudowie zdolności do regulowania reakcji emocjonalnych na życie.  

Trzeźwość emocjonalna obejmuje umiejętność zrównoważonego dojrzałego życia czyli utrzymywanie naszych emocji, myśli i czynów w zrównoważonym stanie, inaczej w rozsądnej spójności. Nie ulegamy dyktatowi jakiejś cząstki siebie i nie jesteśmy przez nią zniewoleni. Funkcjonujemy stosunkowo gładko, ciesząc się życiem. Jesteśmy nastawieni na teraźniejszość. Nie jesteśmy odklejeni od rzeczywistości, a jak nam się to dzieje, bo dzieje się wszystkim, to potrafimy powrócić.

Najważniejsze – bez względu na to w jakim miejscu się teraz znajdujesz, możesz zacząć odzyskiwać tą równowagę. Brzmi trochę po amerykańsku, you can do it, but…

you can.

Jeśli chcesz porozmawiać, to jestem. Ania.

Categories
Artykuły Uncategorized

Każdy powód jest dobry, by pójść na terapię

Dlaczego? Ponieważ jest Twój własny, osobisty i niepowtarzalny. Nie ma lepszych i gorszych, mocniejszych i słabszych, ważnych czy mniej ważnych powodów. Każdy jest wystarczający, aby porozmawiać z kimś, kto obiektywnie spojrzy na sytuację, w której jesteś. Zada to jedno właściwe pytanie, które Cię otworzy. Powie to jedno właściwe zdanie, które Cię poruszy.

Często spotykam osoby, które mówią – ‘Ja? Ja nie potrzebuję terapii. Terapia jest nie dla mnie’. Czasem mogę dopytać dlaczego, a czasem milczę, ale w środku bardzo chce wiedzieć skąd takie przeświadczenie. Postanowiłam więc poszerzyć tą kwestię.

Jeśli mowa jest o rozpoczęciu terapii, zdarza się, że słyszę, a ponieważ nie zawsze mam możliwość (i chęć) kontr argumentacji, robię to tutaj i od razu zaznaczę, bez łagodności:

  • Nie potrzebuję terapii. Mam względnie ogarnięte życie.

Jeśli masz świadomość siebie, poczucie dobrostanu, wewnętrznego spokoju, akceptacji i równowagi w życiu – to super. Jeden na milion.

  • Nie będę się babrać w dzieciństwie. To zamknięty rozdział. Żyję dalej.

W dzieciństwie leżą odpowiedzi praktycznie na wszystkie Twoje dzisiejsze pytania i wątpliwości. To skarbnica wiedzy o Tobie. Masz ją pod ręką. Nie zawsze jest miło, ale warto tam zajrzeć, tym bardziej z przewodnikiem – terapeutą.

  • Terapia jest dla ‘psychicznie chorych’, zaburzonych.

O tym decyduje lekarz.

  • Terapia jest dla słabych.

Terapia jest dla osób, które potrzebują zobaczyć coś z innej perspektywy, potrzebują wsparcia, zwyczajnie się wygadać, odgadać, przegadać jakiś temat. Usłyszeć własne myśli. Czy to jest o słabości?

  • Nie będę rozgrzebywać starych ran.

Czasem trzeba nastawić ponownie złamaną kończynę żeby się dobrze zagoiła.

  • Było minęło, idę dalej.

Nieprzeżyte emocje dogonią Cię, a czasem nawet wybiegną daleko przed Ciebie i wtedy jest trudniej, bo pojawia się ryzyko utraty kontaktu ze sobą, zagubienia w ich nadmiarze.

  • To Ci, co mnie krzywdzą powinni iść na terapię.

Ty potrzebujesz maseczki tlenowej. Zajmij się sobą, nie oprawcami.

  • Mam pecha, że trafiam na złych ludzi.

To nie jest pech. Powielasz pewne schematy, programy z dzieciństwa. Robisz to nieświadomie, dopóki ich sobie nie uświadomisz, w terapii. Odtwarzasz to, co jest Ci znajome, czyli w domyśle „bezpieczne”, nie zawsze i do końca wiedząc, że jest to dla Ciebie szkodliwe i masz w tym przynajmniej 50% udziału.

  • Jeszcze się czegoś dowiem o sobie…

Z pewnością dowiesz się o sobie wiele. Wiele dobrego, zaskakującego, miękkiego. Poczujesz ulgę.

  • Nie umiem się otworzyć przed obcą osobą.

Każdy ma swojego terapeutę. Każdy z nas ma osobę, której jest w stanie zaufać i otworzyć się. Jest to kwestia jej znalezienia i czasu. To jest możliwe, a nawet pewne.

  • Dużo czytam na te tematy, sporo wiem, myślę, że to wystarczy.

Nie wystarczy. Wiedzieć to jedno, a poczuć to drugie. Bez przeżycia (z pomocą terapeuty, drugiego człowieka, przewodnika duchowego) tego wszystkiego czego nie mogłeś, nie wolno Ci było przeżyć, nie połączysz w sobie dwóch światów dziecka i dorosłego, którym teraz jesteś. Nie uzdrowisz. Nie pójdziesz dalej. Nawet możesz ugiąć się pod ciężarem wiedzy, która wprowadzi wiele zamieszania. Czucie jest tutaj nadrzędne.

  • Nie mam czasu i pieniędzy na terapię. Mam ważniejsze rzeczy na głowie.

Nie są to łatwe zagadnienia, dla których można znaleźć wspólny mianownik. Przy odrobinie determinacji, na samym starcie, wszystko się potem jakoś układa. Jest to rodzaj taniej wymówki.

  • Nie teraz, może kiedyś, za dużo się dzieje w moim życiu. Terapii już po prostu w to nie wcisnę.

Nigdy nie ma idealnego czasu na terapię. Albo wstajesz i idziesz, albo stoisz w miejscu, czyli de facto się cofasz.  

  • Mój partner nie zaakceptowałby tego, że chodzę na terapię. Nie mogę mu powiedzieć, a nie chcę go okłamywać.

Przyznaję, nie wiem co w takich sytuacjach można powiedzieć. Może tylko i aż, że jeżeli nie zmienisz nic, to i tak nie będziecie razem, a przynajmniej zawalczysz o siebie, co daje Wam szansę.  Wiem, jak to brzmi, ale czasem trzeba przemówić bardziej obrazowo.

  • Nie chce mi się szukać terapeuty.

No tak, sam się nie znajdzie, nikt tego za Ciebie nie zrobi. Masz opór, pobądź z tym, spróbuj dociec dlaczego.

  • Nie umiem znaleźć właściwego terapeuty, nawet nie wiem od czego miałbym zacząć?

Od wpisania w wyszukiwarkę hasła kluczowego, które przychodzi Ci pierwsze do głowy, z czym się borykasz – np. depresja, lęk, stres, nieudany związek, mobbing etc. W miarę poszukiwać, nabierasz wiedzy czego potrzebujesz, co jest Ci bliskie w „ofercie” specjalistów. Zapytaj zaufane osoby o polecenie kogoś. Po prostu zacznij.

  • Czułbym się ze sobą źle, gdybym wyjawiał komuś swoje sekrety.

Po pierwsze, Ty, który tłamsisz to wszystko też masz granice wytrzymałości i zwyczajnie musisz to gdzieś zrzucić, jak zrzuca się balast czy kotwicę. Po drugie – te osoby po to są, żeby to przyjąć. Psychoterapeuta to pomieści, Ty już może nie masz siły. Poczujesz się lepiej.

  • Ogarniam swoje życie, nie potrzebuję pomocy.

Ok, przyjmuję. Pytanie jakim kosztem? Odpowiedz sobie sam.

  • Nie lubię zmian, nie lubię próbować nowych rzeczy.

Tak, terapia to jest zmiana, ale to co dzieje się w procesie terapeutycznym, dzieje się w Twoim tempie. Nie zadzieje się nic na co nie jesteś gotowy.

  • Boję się tych tematów.

Czego konkretnie? Emocji? Jeśli tak, to sygnał, ze czas by się tym zająć.

  • Nie bo nie.

Moje ulubione. Jeśli tak reagujesz, zadaj sobie pomocnicze pytanie – Czego się boję?

Im bardziej się wzbraniasz, tym bardziej coś jest na rzeczy. Spróbuj wtedy zadać sobie pytanie ‘Dlaczego’?

  • Co jest dla mnie największą trudnością do przeskoczenia?
  • Z czym kojarzy mi się terapia, terapeuta, skąd mogę mieć takie przekonania?
  • Co ja tak właściwe wiem na temat terapii?
  • Czy znam kogoś kto był na terapii i mogę go zapytać jak było?
  • Co się może najgorszego stać jeśli pójdę na terapię?

A przede wszystkim zadaj sobie pytanie – jak się czuję? Czy wszystko jest w porządku? Czy może warto zająć się jakimś konkretnym obszarem swojego życia? Czy układa mi się w związku, w pracy, z dziećmi? Czy moje relacje z przyjaciółmi są zadawalające? Czy lubię siebie? Jak tam sprawy się mają z moimi emocjami?

Terapia nie jest lekiem na całe zło, ale jest najbardziej zaawansowaną formą zadbania o siebie i tym samym swoich bliskich, z najdłuższym, znanym mi dobroczynnym efektem.

Mam nadzieję, że pobudziłam do myślenia, a może nawet do dyskusji.

Categories
Artykuły

Czym jest prokrastynacja?

W dniu 6 września br. jest Dzień Walki z Prokrastynacją. Nazwałabym go raczej Dniem Świadomości niż walki, bo jak już wiemy co robimy, to wiemy co z tym zrobić. Jak nie wiemy, to ten mechanizm po prostu nami rządzi i się dzieje to, czego nie chcemy i nie wiemy jak z tego wyjść. Pomaga już sama świadomość.

Prokrastynacja to zagadnienie stare jak świat. Starożytni greccy filozofowie Sokrates i Arystoteles też to ‘mieli’ i nadali temu nazwę akrasia. Akrasia to stan działania wbrew własnemu osądowi [jamesclear.com]. To inaczej zwlekanie, opóźnianie lub odkładanie jakiegoś zadania.

Dla mnie w tej definicji najważniejsze jest słowo “wbrew”. Rzeczywiście tak jest. Wiemy co jest dla nas dobre, co przyniesie nam korzyści, co trzeba, a pomimo to nie robimy tego. Mimowolnie robimy coś wbrew sobie. Wolimy zmierzyć się z konsekwencjami niezrobienia, niż przeskoczyć tą niewidzialną siłę, która nas odżegnuje od działania i po prostu wykonać zadanie. Trzeba się w to na chwilę zagłębić aby zrozumieć ten mechanizm.

CZYM JEST PROKRASTYNACJA?

Niezależnie od tego, czy nazwiemy to prokrastynacją, akrazją, czy czymś innym, jest to siła, która powstrzymuje nas przed zrobieniem lub kontynuowaniem tego, co zamierzamy zrobić. Prokrastynacja jest wtedy kiedy robisz jedną rzecz, chociaż wiesz, że powinieneś zrobić coś innego. Później, nie teraz, jutro, kiedyś, być może – masz tak? Odkładanie na później – czyli tak naprawdę na nigdy. Świadomość tego, że to odłożone może się NIGDY nie wydarzyć, także pomaga przełączyć się w tryb ‘dobra, zrobię’, choć często jest to z zaciśniętymi zębami, pięściami, niechęcią – czyli na dużym wysiłku.
Prokrastynacja jest lękiem przed porażką, najczęściej nieuświadomionym, co za tym idzie jest też formą ucieczki przed wstydem. Jest konsekwencją perfekcjonizmu.

JAKA JEST PROKRASTYNACJA?

  • Okrutna i podstępna – robimy wszystko żeby nie zrobić, a przecież dotyczy to rzeczy dla nas ważnych, istotnych, często dobrych.
  • Wciągająca – czasem nawet nie wiemy, że się dzieje. To taka pętla. Chcemy (pozornie) zadbać o swoje emocje – czyli mówimy sobie ‘nie zrobię tego, bo to jest wbrew mnie, to mi szkodzi, to mnie frustruje’, ale nie zrobione, pogarsza jeszcze nasze samopoczucie. Warto zapytać siebie czego potrzebuję do zrealizowania swojej potrzeby, która komunikuje się ze mną za pomocą konkretnych emocji. Emocja to informacja. Informacja o potrzebach. Niezaspokojone potrzeby = kumulacja emocji.
  • Wyczerpująca emocjonalnie – jest jak chwilówka – daje coś na już – pozorną ulgę, że nie robię, ale odsetki czyli koszty emocjonalne są ogromne – niska samoocena, krytyczne myśli, wycofywanie się, poczucie winy, pogarszająca się jakość życia etc. Dlaczego nie robimy tego co powiedzieliśmy sobie, że zrobimy? Dlaczego planujemy, ustalamy deadline`y, wyznaczamy cele, a potem tego nie dowozimy? Ponieważ znajdujemy zamienniki, które dają nam natychmiastową przyjemność. Nasz mózg woli nagrodę teraz, niż korzyść później (homo economicus).

ZROBIONE JEST LEPSZE OD DOSKONAŁEGO [za Marta Iwanowska-Polskowska]. Tego się trzymam, powtarzam, to działa. Nigdy nie będzie perfect. Małymi krokami, po wybojach, we własnym tempie jest zawsze czymś lepszym niż WCALE. Bo to ‘wcale’ zaciąga w nas bardzo duży kredyt. Emocjonalny. Stres, dowalanie sobie, sabotowanie – to z autodestrukcyjnych klimatów. Czyli dla nas bardzo niekorzystne. Trzeba sobie w tym pomóc, przeformatować, po to by działać, tak jak umiem, dając sobie prawo do błędu, do niedoskonałości, czasem nawet i do porażki. Tak jak śpiewał L.Cohen
“Forget your perfect offering. There is a crack, a crack in everything. That’s how the light gets in”.

CO POMAGA?

  • Świadomość, że mam ten mechanizm. Gdzie ją zdobyć? Najlepiej w pracy z drugim człowiekiem, np. na psychoterapii. Praca z terapeutą pozwoli na dotarcie do własnych mechanizmów i ich przyczyn. Psychoterapia jest rozbrajaniem swoich wewnętrznych bomb w asyście sapera – terapeuty, jak ja to nazywam.
  • Świadomość, że prokrastynacja nie ma nic wspólnego z problemem w zarządzaniu czasem. Jest związana z umiejętnością zajmowania się naszymi emocjami. Wiesz jak się sobą zaopiekować, zmniejszasz częstotliwość i natężenie mechanizmów prokrastynacji.
  • Mikrotechniki – np.:
    a) Zacznij robić to co odwlekasz, wtedy Twój problem z prokrastynacją zniknie, bo nie będziesz miał czego już odwlekać. Proste i …. zarazem.
    b) Uznaj ‘Mam tak, ale tym nie jestem” [z ang. I have this, but I do not have to be this]. Dotyczy to nie tylko prokrastynacji. ‘Mam te emocje, ale nimi nie jestem’. To daje więcej luzu w podejściu do samego siebie.
    c) Stawiaj małe kroki. Ważne by iść z punktu A do B, z B do C itd. Nie musimy od razu przeskakiwać całego alfabetu.
    d) Nie oceniaj, przyjmij to, daj sobie łagodność, zaopiekuj się emocjami – wtedy popłynie z tego power do działania, pojawi się przyjemna motywacja.
    e) Zacznij od najtrudniejszej rzeczy, jak ją zrobisz, reszta pójdzie już łatwiej, na pozytywnym vibe.
Categories
Artykuły Uncategorized

O psychoterapii przy kawie

Każdy z nas jest na innym odcinku swojej drogi samorozwoju. Zerknij, może znajdziesz tutaj swój.

  • Jeżeli rozpatrujesz terapię – spróbuj. Najwartościowsze doświadczenie ever. Najlepsze co możesz dla siebie zrobić, aby o siebie zadbać. Nikt inny nie da Ci tyle, co Ty sam możesz sobie dać, właśnie poprzez terapię.
  • Jeżeli spróbowałeś i zraziłeś się bo coś poszło nie tak – spróbuj jeszcze raz, do skutku. Gdzieś jest dla Ciebie skrojony na miarę #psychoterapeuta, uwierz mi.
  • Jeżeli jesteś w terapii – bądź dla siebie i całego procesu, w którym jesteś łagodny. To wszystko ma sens. Wszystkie puzzle wskoczą na właściwe miejsce. Jeśli potrzebujesz dodatkowego wsparcia – sięgaj po nie. Jeśli potrzebujesz porozmawiać o tym jak jest w terapii – napisz ania@therapyisok.com
  • Jeżeli jesteś #PoTerapii – korzystaj z tego co wypracowałeś – na maksa! Nie kryguj się, nie koryguj, rozsiądź się jak panisko w tym co osiągnąłeś. Nakarm się tym. To jest tylko Twoje i masz do tego prawo.
  • Jeżeli czujesz, że potrzebujesz kolejnej terapii – nie czekaj, idź. Life is too short to carry more shit.Każdy z nas jest na innym odcinku swojej drogi. Najważniejsze aby zawsze wracać DO SIEBIE, kierować się KU SOBIE. Nie na zewnątrz tylko DO WEWNĄTRZ, bo tam się wszystko zaczyna i determinuje całą resztę.Pomyśl dzisiaj przez chwilkę nad jednym z tych punktów, który dotyczy Ciebie.

Dobrej kawy i myślenia o sobie.

Categories
Artykuły

Oswajajmy depresję, nie stygmatyzujmy

W Dniu Walki z Depresją, zapraszam na wywiad z dr Anną Baran, psychiatrą, suicydologiem w Szwecji i Polsce.

Rozmawiam z doktor Anną Baran, psychiatrą, suicydologiem pracującym w Szwecji, w Poradni Psychiatrii Dorosłych przy szpitalu w szwedzkim Karlshamn, członkinią Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, członkinią Zespołu Roboczego ds. Prewencji Samobójstw i Depresji przy Radzie Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia w Polsce – o depresji, próbach samobójczych i samobójstwach.

dr Anna Baran

Ostatni raz rozmawiałyśmy w maju 2020 roku, na temat samobójstw. Z okazji Dnia Walki z Depresją w dniu 23 lutego 2021 roku, chciałabym porozmawiać na ten właśnie temat.

Co z punktu widzenia praktyka, lekarza psychiatry, który na co dzień ma do czynienia z osobami z trudnościami w zakresie zdrowia psychicznego możemy powiedzieć o depresji?

Anna Baran: Ponieważ jestem suicydologiem, dość optymistycznie patrzę na kwestie leczenia depresji i  zapobiegania samobójstwom. Optymistycznie to znaczy, że bardzo dużo możemy zrobić edukując społeczeństwo, jednostki. Jak będziemy lepiej znać problem, to będziemy wiedzieć co mamy zrobić, jak się mamy zachować, jak sobie pomóc i gdzie szukać pomocy. Mamy wtedy większe szanse żeby sobie poradzić z depresją czy z myślami samobójczymi.

W pandemii, nierzadko mamy wątpliwości czy szukać pomocy czy nie. W Internecie możemy znaleźć dużo ciekawych inicjatyw samopomocy. Warto zdać sobie sprawę, że nie zawsze w przypadku kryzysu, także tego w przebiegu depresji, pierwsza rzeczą, którą powinniśmy zrobić jest kontakt ze specjalistą, psychiatrą czy psychoterapeutą. To błędne myślenie. Najpierw pomyślmy co możemy zrobić, co poprawi nasz nastrój, a co nam nie zaszkodzi… Bardzo ważna jest ta druga cześć zdania, gdyż niestety zdarza się, że kiepską sytuację swoim działaniem dodatkowo pogarszamy, chociażby próbując uspokoić się alkoholem czy narkotykiem. Zamiast tego, postawmy na krótki spacer czy chociażby poczytanie wpisów w mediach społecznościowych.

Kolejna rzecz, którą powinniśmy zrobić jest rozmowa. Wystarczy, że z kimś porozmawiamy. Praktyka lekarska pokazuje, że te dwie strategie nie angażujące opieki zdrowotnej bardzo dużo mogą zmienić. Zacznijmy od prostych rzeczy. Nie zakładajmy odrzucenia ze strony drugiej osoby i nie rezygnujmy z takiego kontaktu. Zmniejszymy ryzyko odrzucenia, gdy umówimy się na konkretne dni i konkretne pory, w których będziemy dzwonić lub w których będziemy oczekiwać na telefon, kontakt, choćby sms w razie problemów z dotrzymaniem umowy.

Szukamy ogromnych rzeczy, które dużo kosztują natomiast mało myślimy o prostych rzeczach, które nic nie kosztują, a które często nam pomagają. Chciałam zwrócić uwagę żebyśmy starali się przełożyć górnolotne słowa, np. ‘potrzeba rozmowy’ – jakiej rozmowy? Konkret, z kim, w konkretny dzień i o konkretnej godzinie. Wpiszmy do naszego kalendarza zajęć np. codziennie wieczór około 20.00 dzwonię do moich rodziców. To dużo lepsze niż martwienie się tym, jak oni się czują.

Czy pandemia wpływa na zjawisko depresji, jeśli tak to w jaki sposób? 

– W czasie tej pandemii dużo jest czarnych wron, czarno kraczących, w czarnych barwach widzących świat, bo taki czarny malujemy świat. Nie jest wesoło, ale są osoby, które całkiem nieźle sobie teraz radzą. Spróbujmy dostrzegać, że mamy szklankę do połowy pełną.

U mężczyzn rzadziej rozpoznajemy depresję niż u kobiet. Wynika to z tego, że objawia się ona nieco inaczej. Mężczyzna częściej smutek, w tym także depresję „zamienia” na agresje i uzależnienie. W Polsce, mężczyźni 6 razy częściej tracą życie z powodu samobójstwa niż kobiety, co jest często skutkiem nierozpoznanej i nieleczonej depresji. Dzieje się tak z uwagi na uwarunkowania społeczno-kulturowe, ale także z powodu biologii. Kobieta jest bardziej nastawiona „biologicznie” na proces – chorowania, depresji. Mężczyzna jest bardziej nastawiony na rezultat. Jak mężczyzna ma przed sobą rezultat i nastawi się na dobry wynik leczenia, to się fantastycznie z nim pracuje i udaje się często pomoc nawet w sytuacjach z pozoru „beznadziejnych”. To „biologiczne” nastawienie na wyraźnie postawiony cel potrafi zdziałać wspaniale rzeczy. Ale, żeby ten próg przekroczyć niestety często musi się dużo wydarzyć. Namówienie mężczyzny do tego, aby chciał sobie pomóc to długi proces.

Więcej na temat depresji i zdrowia psychicznego

Więcej na temat samobójstw

Konieczna jest świadomość, że jak jestem dla siebie zagrożeniem, to muszę się ratować, szukając pomocy.

Nigdy dość mówienia o tym. Te wybory, czy sobie pomogę w dużej mierze są dyktowane przez kulturę.

W kulturze powinien być jednoznaczny przekaz, że jest rzeczą normalną szukanie pomocy w przypadku problemów psychicznych. Jeśli tak jest, to jej szukamy.

Są osoby, które myślą, że jak jest źle, to muszę walczyć i mobilizują się. Mogę ulec temu, że się źle czuję, albo mogę walczyć. Kluczowe nie są tutaj okoliczności zewnętrzne, tylko jak ja sam do tego podejdę, na ile będę świadomy problemu, na ile będę potrafił wybrać właściwą strategię działania, na ile będę miał zachowana zdolność myślenia i instynkt samozachowawczy.

Czy określone grupy społeczne mają trudniej? Myślę tutaj o dzieciach i młodzieży. Kto jest w grupie ryzyka zachorowania na depresję?

– Mamy mity, stereotypy i rzeczywistość, która nie do końca się z tymi mitami i stereotypami zgadza. W okresie marzec -maj, w czasie kwarantanny w Polsce, w tych miesiącach było znacznie mniej samobójstw osób młodych niż w analogicznych miesiącach 2018 i 2019 roku. Statystyki wzrosły w czerwcu, na zakończenie roku szkolnego i we wrześniu, na początku roku szkolnego. Młodzież ma wtedy najtrudniej. Jest to bardzo duże wyzwanie dla całego systemu edukacji, mediów.

Jaka jest korelacja depresji z samobójstwami?

– Jak mówimy depresja, to myślimy samobójstwo. Ocenia się, że 6-8% osób z depresją popełnia samobójstwo. Większość osób z depresją nie ma myśli samobójczych, ani nie odbiera sobie życia. Z drugiej strony 60% spośród osób, które odebrały sobie życie, miało depresję, często nierozpoznaną i nieleczoną.

Samobójstwo jest jednym z najtrudniejszych powikłań depresji.

Co można zrobić kiedy samopomoc się nam nie załącza, kiedy czujemy, że dobijamy do ściany, lub widzimy to u innej, znajomej nam osoby?

– Wszystko zależy od tego kiedy się zorientujemy, jak intensywny jest to problem. Może być tak, że potrzebuję pomocy teraz, w tym momencie, już. Kiedy czujemy, że sami sobie nie poradzimy, żaden telefon nie odpowiada, szukamy pomocy w szpitalu, na ostrym dyżurze. Lekarz nas wysłucha i zacznie leczenie, a to pomoże nie tylko chwilowo, przegonić depresję, pokonać Czarnego Psa, jak Winston Churchill nazywał swoją depresję.

Ciekawe podejście do zjawiska depresji prezentuje filmik edukacyjny opracowany przez WHO.

Źródło: WHO

Jak pokonać stygmę?

– Pacjent ma opanowane napiętnowanie na tyle, że jest w stanie przyjść do mnie do gabinetu. To jest pierwszy krok. Potem mamy stygmatyzację związaną z leczeniem, pobytem w szpitalu. Stygmatyzujemy wszystko. Nie tylko chorobę, ale leczenie, lekarza, ośrodek, gdzie człowiek się leczy, leki, psychoterapie. To jest nie do pomyślenia w leczeniu innych schorzeń, np. cukrzycy czy nadciśnienia. Jedni mają problem z insuliną, a inni z serotoniną, noradrenalina czy dopaminą. Inna substancja, ale to nadal jest biologia. Różnica jest tylko w tym, że nie potrafimy tych innych substancji jeszcze zmierzyć jak poziomu glukozy, ale za jakiś czas będziemy mogli, ponieważ nauka się rozwija.

Pomimo szeroko dyskutowanego Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) i celów operacyjnych na lata 2021 – 2025, odnajdziemy w nim cały szereg pozytywnych rzeczy w aspekcie suicydologii i polepszenia dostępu do pomocy w kryzysach psychicznych, z myślami samobójczymi, a także działań edukacyjnych, przeciwdziałających stygmatyzacji. Przeznaczono pieniądze na zwiększanie wiedzy w tym zakresie. Wreszcie postawiono na edukację różnych grup pracowników służby zdrowia, pracowników społecznych. Ubolewam, że usunięto z zapisów NPZ kształcenie w zakresie suicydologii studentów. To dla mnie niezrozumiale. Nawet WHO zauważyła, że coś się dzieje w dziedzinie suicydologii w Polsce. Polska zostanie zauważona w najnowszym poradniku WHO w związku z inicjatywą tzw. Asystentów Zdrowienia – są to osoby, które leczą się psychiatrycznie albo leczyły się psychiatrycznie, przeszły przez własne problemy psychiczne i na tyle sobie radzą, że chcą pomagać innym z obopólną korzyścią. Moje życie ma większy sens bo mogę komuś pomóc, czerpać z trudnych doświadczeń i dzielić się z nimi.

Jak przebiegają prace nad programem Ellipse? 

– Mamy już za sobą półtora roku ostrej pracy. Mamy stronę projektu www.e-lllipse.com. Zrobiliśmy badanie fokusowe z ponad 250 osobami z 5 krajów – Szwecji, Polski, Austrii, Węgier i Norwegii. Badani dzielili się swoim doświadczeniem – pacjenci i rodziny, opiekunowie doświadczeniem związanym z problemami psychicznymi, a psychiatrzy, pielęgniarki psychiatryczne, położne, pracownicy socjalni, psycholodzy, strażacy, policjanci, dziennikarze swoim doświadczeniem zawodowym związanym z profilaktyka  samobójstw. Studenci mówili o swoich doświadczeniach i tym, czego chcieliby się nauczyć. Program składa się z kilku modułów – teoretycznego i praktycznego. Dużą wagę przywiązujemy do praktycznych rzeczy. Jest też moduł wywiadów z suicydologami z 15 krajów świata od Stanów Zjednoczonych po Australię, Hongkong i Brazylię. Mamy już prototyp aplikacji samopomocowej „12Steps App” (12 kroków). Premiera programu 10 września tego roku na organizowanej w ramach projektu konferencji. Zaproszenia będziemy kierować przede wszystkim do władz uczelni i studentów w 5 krajach projektu.

Jak przewiduje WHO, do 2030 roku depresja będzie najbardziej powszechną chorobą na świecie. Jest sporo do zrobienia w kwestii edukacji i przepracowywania stygmatyzacji, przekonania siebie oraz powszechnego przekonania, że leczenie psychiatryczne jest takie samo skuteczne, jak każde inne. Pamiętajmy, proste strategie działania i numer pomocowy!

Telefony zaufania – przydatne infolinie, wsparcie psychologiczne i poradnictwo

Pani Doktor, dziękuję za rozmowę i do usłyszenia.

Jak przewiduje WHO, do 2030 depresja będzie najbardziej powszechną chorobą na świecie, na pierwszym miejscu. Jest sporo do zrobienia w kwestii edukacji i przepracowywania stygmatyzacji, przekonania siebie, że leczenie psychiatryczne jest takie samo jak każde inne.

Nie czekajmy. Pamiętajmy, numer pomocowy zawsze ktoś odbierze.